
PIELGRZYMKA DO ARMENII I GRUZJI CZĘŚĆ 2
4 maja, 2026Dzień 7
Siódmego dnia naszej pielgrzymki doświadczyliśmy 4 pór roku. Od rana na Kaukazie padał śnieg. Mimo to wyruszyliśmy autami terenowymi do klasztoru Cminda Sameba położonego na wysokości 2200 metrów u stóp Kazbeku. Im wyżej, tym mocniej sypał śnieg. Do XIV wiecznego klasztoru musieliśmy wspiąć się ok. 100 m. A później zejść z powrotem, co nie okazało się łatwe. Klasztor jest bardzo popularny ze względu n unikalne położenie w paśmie Kaukazu i piękne widoki. Niestety prawie nic nie widzieliśmy z powodu padającego śniegu i mgieł. Za to w cerkwi spotkaliśmy 3 mnichów trwających mimo wczesnego poranka na modlitwie. Chwilę im towarzyszyliśmy wsłuchując się piękny śpiew cerkiewny, a następnie wróciliśmy do pensjonatu na śniadanie. Towarzyszył nam niepokój, czy przejedziemy przez przełęcz wysokiego Kaukazu. Nie było bowiem innej możliwości powrotu. Dzięki umiejętnościom kierowy dotarliśmy bezpiecznie na Przełęcz Krzyżową wysokiego Kaukazu (2379m npm) i powoli zjeżdżaliśmy na niższe tereny centralnej Gruzji. Pogoda była coraz lepsza. Przestał padać śnieg
Po drodze zwiedziliśmy XVII – wieczny zamek Ananuri nad turkusowym Zalewem Żinwali. Nastęnie już przy słonecznej pogodzie zwiedziliśmy Mcchettę – starożytną stolicę i miejsce chrztu Gruzji w IV wieku z rąk św. Nino. Zobaczymy tu m. in. klasztor Samtawro z IV w. gdzie leży pochowana para królewska – Mirian i Nana oraz ogromną katedrę Sweticchoweli, duchowe serce kraju z relikwiami i grobami królów. Czas wolny spędziliśmy mile na bazarze na starym mieście w Mcchecie. Pod wieczór wjechaliśmy jeszcze na wzgórze Dżwari, górujące nad Mcchetą. Znajduje się tu monastyr z VI wieku. Mogliśmy również podziwiać widok na starą stolicę leżącą w widłach dwóch rzek. Już w Tbilisi uczestniczyliśmy w mszy św. w kaplicy u o. Kamilianów. Nasz gospodarz, ks. Zygmunt długo, lecz bardzo ciekawie, przybliżył nam życie św. Kamiliana oraz pracę kamilianów w Tbilisi. Kolację – oczywiście z przysmakami gruzińskimi – zakończyliśmy krótką zabawą taneczną. Okazało się, że mimo tak wyczerpującego dnia na tańce sił wystarczyło. Aż szkoda było odjeżdżać. I jak co dzień w drodze do hotelu towarzyszyła nam modlitwa różańcowa.




























































